Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:



Sonda
Czy sam się spiszesz (przez internet) w powszechnym spisie rolnym?
 
Tak
Nie
Nie wiem



Warto kupić
Artykuł z numeru: 7/2010
Brak chętnych na kupno ziemi
 
Rozmowa z Jerzym Romanowskim, zastępcą dyrektora Oddziału Terenowego Agencji Nieruchomości Rolnych w Gdańsku
 
 
- Rolnicy z województwa pomorskiego skarżą się na głód ziemi. Czy jest szansa na jego zaspokojenie?

- Tendencja jest taka, że rolnicy chcieliby dzierżawić ziemię, a Skarb Państwa jest zainteresowany jej sprzedażą.

- Dlaczego gospodarze chcą dzierżawić ziemię, a nie kupować ją na własność?

- Popytsłabnie, bo rolnicy dzięki kredytom z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa kupili w ostatnich latach na raty sporo nowego sprzętu. Są więc zadłużeni i nie stać ich teraz na zakup ziemi. Efekt jest taki, że wiele gospodarstw ma sprzęt, który może obsłużyć 100, a nawet 200 hektarów, a ich właściciele dysponują zaledwie 20 lub 30 hektarami. W takiej sytuacji łatwo może dojść do przeinwestowania gospodarstw, co się może źle skończyć.

- Mimo to Agencja ciągle ogłasza tak zwane przetargi ograniczone na zakup ziemi.

- Tak, ale ich skuteczność maleje. Podczas pierwszego przetargu sprzedajemy zwykle poniżej 50 procent areału. Często musimy powtarzać przetargi.

- Czy sprzedajecie ziemię tylko za gotówkę?

- Nie. Nabywcy wpłacają 20 procent należnej kwoty. Pozostała część jest rozkładana na 14 rat rocznych lub 28 półrocznych. Taką możliwość sprzedaży kredytowej będziemy mieli tylko do 2013 roku. Dlatego jeśli ktoś jest zdeterminowany i zależy mu na powiększeniu gospodarstwa, to powinien się pospieszyć.

- Ile ziemi ze swoich zasobów sprzedajecie rocznie?

- Około 10 tysięcy hektarów. W 2009 roku sprzedaliśmy 10600 hektarów. Około 50 procent tej ziemi kupili nabywcy z powiatu słupskiego, bytowskiego i lęborskiego. Pozostały areał był sprzedawany na terenie dawnego województwa gdańskiego i elbląskiego.

- Jaką część areału rozdysponowaliście trwale?

- Na terenie powiatu słupskiego mniej niż połowę, około 40 tysięcy z 85 tysięcy hektarów ma już właściciela. Na terenie dawnego województwa gdańskiego ostatecznie rozdysponowaliśmy już blisko 60 procent gruntów. OT ANR w Gdańsku łącznie do końca maja tego roku trwale rozdysponował 252662 hektarów, co stanowi 58,6 procent całego przejętego zasobu.

- Tuż po 2000 roku często słyszeliśmy o kłopotach dzierżawców z płaceniem czynszów dzierżawnych. Czy to się zmieniło?

- Kłopot wziął się stąd, że na początku transformacji wojewoda słupski przez rok nie przekazywał państwowych gospodarstw rolnych do zasobu Agencji. W efekcie pegeery, aby przeżyć, musiały wyprzedawać mienie. W latach 90., kiedy je wydzierżawiono, budynki były zdewastowane, ziemia zdegradowana. Dlatego wielu dzierżawców zostało przez Agencję zwolnionych z płacenia czynszu nawet na 3-4 lata, żeby w tym czasie mogli doprowadzić grunty rolne i obiekty do właściwego stanu. Po tych kilku latach niepłacenia czynszu, pod koniec lat 90.,dzierżawców zaskakiwała wiadomość, że jednak muszą płacić wylicytowany czynsz. Teraz to już przeszłość.

- Czy ziemia jeszcze podrożeje?

- Mamy czas stabilizacji i stagnacji. Ziemia nie staniała, ale minął już okres gwałtownych skoków cen.

-  Ostatnio sporo się dyskutuje o restrukturyzacji dużych gospodarstw użytkowanych przez dzierżawców. Jakie jest pana zdanie w tej sprawie?

- Na naszym terenie zasadnicze zmiany restrukturyzacyjne mamy już za sobą. Jest zaledwie 10 gospodarstw, które użytkują ponad tysiąc hektarów. Pozostałe są o wiele mniejsze. Uważam, że gospodarstwa do 300 hektarów nie powinny być restrukturyzowane, bo one - według powszechnie znanych założeń - mają być podstawą gospodarstw rodzinnych. Wiele jednak zależy od polityków, więc musimy czekać na ostateczne rozstrzygnięcia.  
 
Rozmawiał Zbigniew Marecki
Fot. autor
 
 
 


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2008 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone