Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:



Sonda
Czy sam się spiszesz (przez internet) w powszechnym spisie rolnym?
 
Tak
Nie
Nie wiem



Warto kupić
Artykuł z numeru: 4/2010
Długi podzieliły rolników
 
Wniosek o upadłość spółki z planem naprawczym, sądowe nakazy płatnicze, spotkania z posłami i lokalnymi władzami - rolnicy-wierzyciele spółki Jantur w Nieszawie (woj. kujawsko-pomorskie) na różne sposoby próbują odzyskać swoje pieniądze.
 
 
O problemach rolników z nieszawską spółką Jantur pisaliśmy już w marcu. Przypomnijmy: spółka zalega rolnikom z zapłatami za zboże od ponad roku. Około 500 gospodarzy (niektórzy mówią nawet o 800), nie tylko z Kujawsko-Pomorskiego, ma do odebrania w sumie ponad 20 mln zł. Firma, do której należy gorzelnia w Nieszawie, młyn zbożowy w Wagańcu, dwa magazyny zbożowe w Kikole (o pojemności 12 tys. ton) oraz w Chromowoli (na 12,5 tys. ton), a także sieć sklepów, piekarni i cukierni, ma potężne problemy finansowe. Od kilku miesięcy spółka nie pracuje, zwalnia pracowników, tonie w długach, jej konta są zablokowane, zalega z płatnościami wobec ZUS, banków i urzędów skarbowych, a także dostawców energii, paliwa i współpracujących z nią firm. Łączne niespłacone zobowiązania przekraczają 48 mln zł.
 
Chcą produkować i spłacać
 
Rolnicy - wierzyciele Janturu podzielili się na kilka grup. Pierwsza z nich liczy ok. 70 osób, którym spółka jest winna najwięcej pieniędzy, a łączne zadłużenie Janturu wobec nich wynosi 60 proc. wszystkich wierzytelności rolników. Niektórym z nich firma jest winna ponad 100 tys. zł. Z prawnikami od wielu miesięcy rozważają oni propozycję kierownictwa firmy, które chce, żeby   wierzytelności zamienili na udziały w spółce. Rolnicy chcieliby uruchomić produkcję, co – ich zdaniem - pozwoli na rozpoczęcie spłaty długów, w pierwszej kolejności wobec banków, ZUS i fiskusa, a później rolników.
Grupa zamierza złożyć wniosek w sądzie gospodarczym o upadłość spółki z planem naprawczym. Jak mówi przedstawiciel największych wierzycieli Sebastian Filipek-Kaźmierczak, były wiceminister rolnictwa, wniosek zostanie złożony wtedy, kiedy będzie gotowy plan naprawczy. Jeśli sąd przychyli się do niego, zostanie wyznaczony nadzorca sądowy, który będzie sprawował kontrolę nad działaniami nowego kierownictwa spółki. Plan naprawczy powinien być gotowy zaraz po świętach wielkanocnych. - Nad przygotowaniem planu pracuje rada wierzycieli - zapewnia Filipek-Kaźmierczak. - Rozmawiamy z ZUS-em, Izbą Skarbową oraz bankiem, w których Jantur ma długi, o rozłożeniu spłaty na raty. Chcielibyśmy zawrzeć porozumienie, które pozwoliłoby nam na chwilę oddechu przy ewentualnym uruchamianiu produkcji. Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, co do sposobu odzyskania pieniędzy pokrzywdzonych. Zadeklarowaliśmy jedynie czasowe wstrzymanie egzekucji naszych wierzytelności wobec firmy. Czekamy na zakończenie rozmów z instytucjami państwowymi i bankiem. Czy przejęcie spółki i uruchomienie produkcji jest dobrym rozwiązaniem i czy jest to jedyny sposób, aby rolnicy odzyskali swoje pieniądze? Ostateczna decyzja należy do wszystkich wierzycieli. Rozmawiamy z prawnikami i specjalistami z branży, by ocenić szanse powodzenia planu naprawczego. Zebrane przez radę informacje przedstawimy rolnikom.  
 
Może dopisać długi do hipoteki?
 
Inna grupa rolników próbuje uzyskać sądowe nakazy płatnicze, na podstawie których będą mogli starać się o obciążenie hipotek nieruchomości należących do spółki swoimi wierzytelnościami. Wysiłki rolników wspierają prawnicy Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej. Jak powiedział prowadzący te sprawy mecenas Michał Gilewicz, w pierwszej kolejności brane są pod uwagę te nieruchomości, które mają najmniej obciążoną hipotekę, głównie magazyn zbożowy w Chromowoli. Nieoficjalnie mówi się jednak, że kierownictwo Janturu, chcąc uprzedzić zabiegi rolników, zamierza jak najszybciej sprzedać te obiekty po bardzo niskiej cenie. Nie wiadomo zatem, ilu rolnikom uda się dopisać swoje należności do hipotek przed ich sprzedażą.
 
Audyt jawny czy niejawny?
 
Wśród wierzycieli spółki Jantur jest też kilkudziesięcioosobowa grupa rolników, którzy nie są zainteresowani przejęciem spółki w zamian za wierzytelności. Krzysztof Pieczkowski, któremu spółka jest winna kilkadziesiąt tysięcy złotych uważa, że w ten sposób nie uda się odzyskać pieniędzy za odstawione zboże, co więcej, przejmując zadłużoną spółkę rolnicy przejmą także wszystkie zobowiązania Janturu i sami wpędzą się w jeszcze większe problemy finansowe.
Ta grupa ma pretensje do największych wierzycieli spółki, że nie dotrzymują umowy i nie informują pozostałych o tym, jak przebiegają rozmowy z kierownictwem spółki ani o planie naprawczym. Wielu z nich uważa, że doszło do zmowy między nimi a zarządem spółki Jantur, dlatego specjalnie dezinformują pozostałą grupę wierzycieli.
- Mam wrażenie, że to działanie celowe - mówi Krzysztof Pieczkowski. - Nie przekazują nam żadnych informacji, żebyśmy nie wiedzieli, ile wynosi rzeczywiste zadłużenie spółki, ani ile jest wart jej majątek. Podczas jednego ze spotkań miały być omawiane wyniki przeprowadzonego w firmie audytu finansowego, ale zostałem z niego wyproszony. W rezultacie wyniki audytu zna tylko wąska grupa rolników. Wygląda na to, że grupa największych wierzycieli zamierza zrobić wszystko, żeby odzyskać tylko swoje pieniądze, nie zwracając uwagi na tych, którym spółka jest winna kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. A to właśnie oni są w najgorszej sytuacji finansowej, niektórym brakuje pieniędzy na życie.
 
Prezes wyprosił kilka osób
 
- Nie zgadzamy się z tymi zarzutami – reprezentujący grupę największych wierzycieli Sebastian Filipek-Kaźmierczak jest oburzony. Podkreśla, że rada wierzycieli pracuje społecznie - Zostaliśmy wybrani w drodze głosowania. Nie słyszałem o przypadku, aby rada odmówiła zainteresowanemu wierzycielowi spółki informacji w sprawie przebiegu rozmów, czy o sposobie rozwiązania finansowych problemów.
Potwierdza jednak, że prezes Janturu nie zgodził się na uczestnictwo w spotkaniu, na którym zarząd firmy przedstawiał wyniki audytu finansowego, kilku osób. - Trudno mi to komentować - mówi Filipek-Kaźmierczak. – Uważam, że zarząd Janturu powinien udzielać informacji wszystkim wierzycielom, ponieważ to on odpowiada za tę sytuację i na nim spoczywa cała odpowiedzialność. Jeżeli wierzyciele mają zdecydować o dalszych losach spółki, muszą mieć pełną wiedzę na jej temat.
 
Prokurator bada sprawę
 
Miesiąc temu, po jednym ze spotkań z wierzycielami Janturu, poseł Łukasz Zbonikowski złożył w Prokuraturze Apelacyjnej w Gdańsku doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przeciwko obrotowi gospodarczemu przez zarząd spółki. Poprosił jednocześnie o wyznaczenie prokuratury innej niż z okręgu aleksandrowsko-włocławskiego ze względu na pozycję właścicieli spółki w regionie (prezes spółki Roman Chmielewski jest także przewodniczącym Rady Miejskiej w Nieszawie, jego brat Krzysztof, wiceprezes firmy, jest prezesem nieszawskiego klubu sportowego Jagiellonka, natomiast Janusz Chmielewski, przewodniczący rady nadzorczej spółki jest przewodniczącym Rady Powiatu aleksandrowskiego).
Z podobnym wnioskiem wystąpił Bogdan Lewandowski, radny Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku zadecydowała, że doniesieniami o możliwości popełnienia przestępstwa przez kierownictwo spółki Jantur zajmie się Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy, która z kolei wyznaczyła do tego Prokuraturę Rejonową w Inowrocławiu. - Postępowanie wyjaśniające w sprawie spółki Jantur zostało wszczęte - potwierdza prokurator Andrzej Nowak. - Zleciliśmy policji przeprowadzenie przesłuchań dość licznej grupy osób. Na tym etapie śledztwa nie mogę ujawnić więcej szczegółów.
 
Chcą spłacić najmniejszych
 
30 marca do Konecka (woj. kujawsko-pomorskie) na spotkanie z ponad setką poszkodowanych rolników przyjechali posłowie Łukasz Zbonikowski i Wojciech Mojzesowicz, Jan K. Ardanowski, doradca prezydenta RP ds. rolnictwa oraz samorządowcy z gminy Koneck.
Dyskusja o sytuacji rolników-wierzycieli, momentami bardzo burzliwa, trwała prawie cztery godziny. Sebastian Filipek-Kaźmierczak i Dariusz Podlewski, przedstawiciele grupy największych wierzycieli spółki, po raz kolejny próbowali przekonać pozostałych rolników do przejęcia firmy w zamian za wierzytelności i do uruchomienia produkcji. - Przygotowujemy plan naprawczy, mamy nadzieję, że uda się go zrealizować - mówił na spotkaniu Dariusz Podlewski. - Wiadomo, że jeśli uruchomimy produkcję, nie od razu będzie możliwa spłata długów. Ale cały czas są szanse, żeby odzyskać nasze pieniądze.
- Nikt z nas nie ma ochoty na wyciąganie spółki z długów, ale jeśli to jedyny sposób na odzyskanie pieniędzy, trzeba zaryzykować - namawiał Filipek-Kaźmierczak. - Gdyby udało nam się uruchomić produkcję, w pierwszej kolejności spłacimy rolników, którym spółka winna jest najmniej pieniędzy. Spróbujmy, a jeżeli plan się nie powiedzie, wtedy złożymy wniosek o likwidację spółki.
 
To jak krok w przepaść!
 
Posłowie byli oburzeni projektem największych wierzycieli i podobnie jak pozostali rolnicy, ostro skrytykowali ten pomysł. - Włos mi się jeży na głowie, kiedy to słyszę! - mówił zdenerwowany Łukasz Zbonikowski. - Spółka jest zadłużona na kilkadziesiąt milionów złotych i pomimo tego chcecie przejąć jej majątek? Stoicie nad przepaścią i namawiacie rolników, żeby zrobili krok naprzód! Dlaczego chcecie ratować majątek Chmielewskich? Dlaczego nie zastanowiło was, że jedni rolnicy są wtajemniczani w wyniki audytu finansowego, a inni nie? Przecież to zwykła gra na czas, chcą zmęczyć rolników, żebyście odpuścili i przestali starać się odzyskać pieniądze!
Jan K. Ardanowski nie ukrywał zdziwienia tym, że myślący - jak podkreślił - ludzie chcą wejść w tak niepewny interes: - Nie wiadomo, ile wynoszą długi Janturu wobec rolników - wyliczał. - Nie wiadomo, na ile spółka jest zadłużona wobec banków i instytucji państwowych. Nie wiemy, ile wynoszą niespłacone zobowiązania wobec pracowników, ile jest winna gminom za niezapłacone podatki. Poza tym wciąż przecież rosną odsetki. Namawianie rolników do przejęcia spółki w zamian za ich długi to po prostu skandal!
Z prawnego punktu widzenia - podkreślił Ardanowski - wariant proponowany przez największych wierzycieli oznacza, że rodzina Chmielewskich zostanie "oczyszczona" z zarzutów doprowadzenia spółki do bankructwa. - Przejmiecie na siebie wszystkie zobowiązania spółki, zdejmiecie odpowiedzialność z zarządu i rady nadzorczej. Zastanówcie się, co chcecie zrobić - apelował.
Zdaniem Wojciecha Mojzesowicza to, że ze spółki wyprowadzano po cichu majątek, jest oczywiste. Dziwił się także wyjątkowo ulgowemu traktowaniu rodziny Chmielewskich przez niektóre instytucje, w efekcie czego nikt, a zwłaszcza odstawiający do spółki zboże rolnicy, nie wiedzieli, że Jantur ma problemy. - Dlaczego banki udzielały kredytów, skoro spółka nie składała w Krajowym Rejestrze Sądowym rocznych sprawozdań? - pytał Mojzesowicz. - Dlaczego ZUS nie reagował, kiedy przestały spływać składki za pracowników? Nikt tego nie kontrolował? Przecież gdyby takich zaniedbań dopuściła się inna firma, jej zarząd już dawno siedziałby w więzieniu!
 
Wnioski do sądu, doniesienia do prokuratury
 
Pod koniec spotkania rolnicy byli bardzo wzburzeni. - To co wobec tego mamy robić? W jaki sposób walczyć o nasze pieniądze? - pytali zdenerwowani. Politycy namawiali ich, żeby postarali się o sądowe nakazy płatności z klauzulą wykonalności. Po dwóch latach - podkreśli Łukasz Zbonikowski - zwykłe faktury, jakie rolnicy wystawiali spółce za odstawione zboże, przedawnią się, dlatego w takim przypadku trzeba zdobyć sądowy nakaz płatniczy. Oprócz tego każdy z wierzycieli indywidualnie powinien złożyć do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarząd spółki Jantur. - Im więcej takich doniesień wpłynie do prokuratury, tym większa szansa na to, że dochodzenie nie zostanie umorzone - wyjaśnił Zbonikowski.
- Władzom firmy udała się jedna bardzo ważna rzecz - skłócić ze sobą rolników-wierzycieli - podsumował Wojciech Mojzesowicz. - Nie możecie dopuścić, żeby ta sprawa was podzieliła, musicie wspólnie walczyć o swoje pieniądze!
Pomimo krytyki planu przejęcia spółki, najwięksi wierzyciele Janturu nie zdecydowali jeszcze, czy zrezygnują z tego pomysłu. - Nic nie jest przesądzone, zamierzamy przeprowadzić głosowanie w tej sprawie wśród członków Stowarzyszenia Wierzycieli Spółki Jantur - mówi Kaźmierczak-Filipek. - Zrobimy tak, jak zdecyduje większość - albo składamy wniosek w o upadłość spółki z planem naprawczym , przejmujemy firmę i próbujemy uruchomić produkcję, albo rezygnujemy z tego i składamy wniosek o upadłość przez likwidację. Sprawa powinna rozstrzygnąć się w ciągu najbliższych dni.
 
Tekst i fot. Aneta Wrutniak
 
Więcej w kwietniowym numerze „Rolnika Dzierżawcy”


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2008 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone